News

20. Frost in Tartu in 1996

by Stanislaw Grabowski, Worldloppet Master nr 1844

Winter 1995/96: we have been travelling from Cracow to Tartu by train. In Estonia we were welcomed by a harsh frost, but after finding our rooms, we went directly to warm up already on the skis. During the following days in the morning temperature was minus 32 degrees Celsius!  The start of the race was delayed, waiting for a less freezing temperature.  The shining sun gave the impression of a warmer weather, fortunately was no wind.

The course of the race was excellent: strong rolling, with many turns, wide, with not many long uphills and downhills.  Tracks were hard.  Who knows, maybe it is the best course of the all Worldloppet races courses, which I knew, until this time?

We agreed after the start with Adam, that we will go together, but in practice, there was no chance to do it. Skiing conditions were very fast, the time at the food stations was short, because it was so cold!  In the middle of the track, a racer from Finland took a photo of me. I gave him my address at the finish line, and he send me a picture after… Three years! With excuses for delay.

Over a dozen kilometers before the finish line…. a disaster! Suddenly one of my skis went off! I was scared, because I lost a cotter pin in my shoe. It was impossible to repair, so I changed my skiing technique to pushing! Thank to good, carved tracks, my skis didn’t leave the track. The worse situation was on the turns, where I had to shuffle the ski by… my hands.

My pace was slower, but when I completed the race, I noticed with satisfaction, that out from my group from Cracow (6 persons) only Wiesiek has finished before me.  The frigid track was completed also by our 2 women. We all avoided the frostbites. Time 4:37, despite the binding break-down, on the full distance of 60 km, this is one of my best results in Worldloppet races.

Coming back to Tartu from the finish area, settled in the forest, we had to organize a bus to go home, but the driver was strong unwilling of talking to us. He didn’t know English and German. He didn’t answer when we would speak Russian. One young skier explained to him in Estonian, that we were from Poland and we wanted to go to the railway station. At that moment, the driver started to talk: „I have been one week ago in Warsaw on the bazaar! I will go with you to the baths and then on the railway station!”

But we had no time for bath.  It was for us time to go home, very happy, by warm train…

Original Version: Polish (Thank you to Leszek of Bieg Piastow for translating)

Mróz w Tartu 1996

Zima w sezonie 95/96 w Polsce zaczęła się wcześnie, bo od połowy listopada.  Nowy Rok 1996 i zima trzyma dalej dobrze.

Najpierw 15 km Bieg Dudka, który był przygotowaniem do styczniowego Biegu Piastów, gdzie na głównym dystansie 50 km walczyłem z trudnymi warunkami, ale forma poszła do przodu.

W lutym zaplanowano zagraniczny start w biegu, który świeżo awansował jako 13-ty, do rodziny Worldloppet, czyli w estońskim Tartu Maraton, na 60 km.

Wśród zgłoszonej piątki narciarzy z Krakowa nie było Adama, który potem napisał: „04.02.1996 przyjechali na trening biegacze, jak zwykle trasa na Turbacz i później kierunek Kowaniec pod Kaplicę. I tam właśnie Wiesiu i Staszek oświadczyli, że znaleźli dla mnie sponsora i mam jechać do Estonii; przyjąłem tą wiadomość ze łzą w oku, mocno zmieszany”.

Bilety na pociąg zakupione i szóstka biegaczy pomknęła z Krakowa po torach, tym razem naprawdę kolejowych, do samego Tartu.

Estonia na dzień dobry powitała nas solidnym mrozem, ale po zakwaterowaniu, po południu poszliśmy na rozgrzewkę już na nartach. Nazajutrz rano było minus  32 °C! Start do biegu opóźniono, aby się zrobiło „cieplej”. Wrażenie ciepła robiło świecące słoneczko, na szczęście było bezwietrznie.

Trasa biegu doskonała, mocno pofalowana z licznymi zakrętami, twarde tory na całej trasie, szeroko, brak długich podbiegów i zjazdów. Kto wie, czy nie jest to najlepsza trasa Worldloppet, przynajmniej z tych, które do tej pory widziałem.

Umówiłem się z Adamem po starcie, że trzymamy się razem, ale nic z tego w praktyce nie wyszło. Biegło się szybko, jak najkrótsze postoje na punktach żywnościowych, bo zimno ! W połowie trasy jeden Fin zrobił mi zdjęcie swoim aparatem, na mecie dałem mu adres i po 3…latach przysłał piękną odbitkę z przeprosinami za zwłokę.

Kilkanaście km przed metą katastrofa! Nagle odjechała mi jedna narta! Ze zgrozą stwierdziłem, że urwał się bolec przy bucie. Nie do naprawy, pozostało mi zmienić technikę z kroku z odbicia, na krok pchany. Dzięki dobrym, rzeźbionym torom, narta z nich nie wypadała, gorzej było na zakrętach, ale tam nartę przekładałem… ręcznie. Tempo mi wyraźnie siadło.

Na mecie z zadowoleniem stwierdziłem, że jestem tylko za Wieśkiem, a pozostali krakowianie mnie nie doszli. Mroźną trasę pokonały też 2 nasze dzielne panie. Odmrożeń udało się uniknąć.

Czas na mecie 4:37, mimo awarii wiązania, na pełnym dystansie 60 km, to jeden z lepszych moich wyników w startach Worldloppet. Powrót z położonej wśród lasów mety, do Tartu odbył się autobusem, którego kierowca nie chciał z nami rozmawiać, bo nie znał angielskiego, ani niemieckiego a na rosyjski nie reagował. Dopiero jakiś młody narciarz, który pomógł nam w rozmowie, wytłumaczył mu (po estońsku), że my Polacy chcemy na dworzec kolejowy. W międzyczasie prawie wszyscy pasażerowie wysiedli i wtedy kierowcy rozwiązał się język –„ja był tydzień temu w Warszawie na bazarze, ja was zawiozę do bani (łaźni) i na dworzec!”

Na banię nie starczyło już czasu i tak wróciliśmy do domu ciepłym pociągiem bardzo zadowoleni.

< Back